Wiadomości z kopyta

od 15 listopada 2014 aktualności szukaj na naszym funpage' na ⇒ facebooku

11 listopada 2014

W dniu 11 listopada 2014 Maciej wraz z Orimą wzięli udział w Ogólnopolskich Mistrzostwach w Jeździe bez Ogłowia. Oto relacja Maćka: Decyzja zapadła na 5 dni przed. Pojedziemy z Misterkiem na zawody. Bridleless Baltic Cup – Pierwsze Ogólnopolskie Mistrzostwa w Jeździe bez Ogłowia. Decyzja była spontaniczna, jak całe nasze późniejsze uczestnictwo. Założenie tylko jedno: dobrze się bawić. Tego niegdyś nauczył mnie jeden z moich wielkich trenerów, Jurek Krukowski. Mawiał: ewentualne nagrody, zdobyte miejsca, mają być bonusem, nie celem samym w sobie. I tak też się stało. Postanowiłem wziąć udział w ujeżdżeniu i z przymusu we freestyle'u (tak stanowił regulamin – freestyle obowiązkowy dla wszystkich zawodników). Na rozprężalni nieoczekiwanie pojawił się Claus Theurer i obserwując moje przygotowania udzielił mi kilka ważnych wskazówek (dziękuję Tobie, Claus, sam widziałeś, jak to bardzo pomogło). Notabene: o Clausie i warsztatach z nim, które odbyły się dwa dni wcześniej na naszym ranczo opowiem w następnym reportażu. Ale do rzeczy. Ujeżdżenie poszło świetnie i gdyby nie błędna podpowiedź co do jednej z figur programu, do której się niepotrzebnie zastosowałem (nie ta linia ćwiartkowa) i „zaliczyłem” przez to 0,6 pkt. karnego, byłbym drugi, przegrywając jedynie z moją nauczycielką od ujeżdżenia, co grzechem chyba nie jest. Drugim naszym popisem tego dnia był udział we freestyle'u. „Zło konieczne” - tak o nim myślałem, a stał się, jak się okazało, jednym z najbardziej zapamiętanych przez publiczność momentów tego dnia. Program przejazdu, gdyby go zapisać, zawierałby się w jednym zdaniu: „idziemy na żywioł” - koniec programu. Nasz przejazd był całkowicie spontaniczny. Kiedy wjeżdżałem na arenę galopem w rytm muzyki (muzykę do przejazdu wybrałem z Sarcią, moją ukochaną córcią, jadąc samochodem na hipodrom!), myślałem: „Jakie są nieograniczone możliwości, aby stało się coś fantastycznego?”. 15 minut później już wiedziałem, że są baaardzo nieograniczone:))) Wygrałem freestyle, w klasyfikacji ogólnej byłem drugi, ustępując miejsce jedynie mojej nauczycielce ujeżdżenia, co grzechem chyba nie jest. Ja dostałem trzy puchary, Misterek jabłko, lizawkę i trzy dni świętego spokoju. Te wspaniałe chwile na długo pozostaną w mej pamięci. Dla takowych warto żyć. MORAŁ- wpada mi do głowy coś takiego: prawdziwe szczęście jest stanem umysłu – jestem tego pewien, bo właśnie w tym stanie z powyższych powodów przebywam. I życzę sobie jednego: oby trwało to jak najdłużej:))) Dziękuję Wszystkim Moim Kibicom za trzymanie za mnie kciuków i mojemu kochanemu Orimce:) Do zobaczenia za rok. zdjęcia w naszej galerii Facebook

8-9 listopada 2014

„Dosiad oraz odpowiednie pomoce jeździeckie, czyli pierwszy krok do prawidłowej komunikacji z siodła” - to temat-motto, które przyświecało na pierwszych na Pomorzu warsztatach z Clausem Theurer'em, które wraz z właścicielami Stajni Komancze zorganizowaliśmy na naszym ranczo w dniach 8-9.11.2014. Oj, działo się działo... W sumie pięciu jeźdźców, tyleż samo słuchaczy, więc bardzo kameralnie, ale dzięki temu Claus poświęcił mnóstwo czasu każdemu z uczestników. Formuła kolejnych warsztatów, które są już zaplanowane na przyszły rok, jest prosta: 1. kameralność – nie więcej niż 9 jeźdźców (oczywiście liczba słuchaczy nieograniczona), 2. indywidualne podejście do każdego jeźdźca – bo tak było i to się świetnie sprawdziło. Mieliśmy tu jeźdźca, który w siodle siedzi od czterech miesięcy, poprzez rok jeżdżącą amazonkę po Pawła, Kasię i Maćka, którzy jeżdżą od kilku lat i nawet uczą już następnych adeptów jeździectwa. I każdy skorzystał. Paweł, Kasia i Maciek jeździli na własnych koniach, Andrzej i Gosia dosiadali wypożyczonego od nas Prezia i Roko. Claus na pierwszej sesji poprosił każdego z nas o to, żebyśmy zaczęli trening tak jak to zwykle robimy. Wystarczyło 10 minut przyglądania się nam, żeby miał już w głowie program pracy dla każdego z nas na wszystkie cztery treningi, które wyjeździliśmy przez te dwa dni. Każdy dostawał zadanie, z którym zostawał na kolejne kilkanaście minut, po czym Claus przechodził do następnego jeźdźca. Zadania dopasowane do poziomu każdego z nas. Zadania, które można nazwać małymi kroczkami, ale które z treningu na trening powodowały wręcz ogromną przemianę w nas i koniach pod nami. Nie mogliśmy wręcz uwierzyć, jak wielkie postępy można spowodować niewielką wręcz zmianą. Ale trzeba wiedzieć, gdzie i jaką zmianę, choćby miała być niewielka, należy wprowadzić, by była skuteczna. I w tym Claus okazał się nieoceniony. Jego przenikliwość, umiejętność wyłapywania drobnych, niegrających niuansów i świetne, podparte pedagogicznymi umiejętnościami, proste i zrozumiałe rady spowodowały, iż pod koniec drugiego dnia widzieliśmy na maneżu „zupełnie innych” jeźdźców (jeźdźcy byli oczywiście ci sami, ale jakże inne prezentowane przez nich umiejętności:). Innowacją było również filmowanie porannych sesji i wspólne analizowanie nagranych filmów podczas poobiedniej przerwy. Każdy z nas przecierał wręcz oczy ze zdziwienia, jak bardzo się nam coś czasem wydaje, a jak naprawdę wygląda to, co robimy w siodle. To również była wielka nauka.

Nic więcej już nie zdradzimy. Po prostu zapraszamy na kursy. Następny już 18-19.04.2014, a potem w czerwcu, wrześniu i listopadzie.

Dodamy jeszcze, że podczas końcowego podsumowania, już siedząc w sali kominkowej pensjonatu Kowalówka, który gościł kursantów, po naszych wypowiedziach, Claus spuentował cały warsztat następująco: „Po pierwsze: jeszcze nigdy nie dostałem tak fajnego feedbacku, co chyba oznacza to, że naprawdę wszyscy jesteście zadowoleni, ja również dzięki wam się wiele nauczyłem. Po drugie: byliście niesamowicie skupioną i zdyscyplinowaną grupą. A po trzecie: pomimo drugiego, macie tak fantastyczne poczucie humoru, że już dawno się tak nie ubawiłem. Jesteście przezabawni.” I to było świetne podsumowanie tych niezapomnianych dwóch dni:)))
zdjęcia w naszej galerii Facebook

30 października 2014

W dniach 17-19 października Maciek już po raz czwarty wziął udział w imprezie pt. „zajeżdżanie dzikich koni” organizowanej w gospodarstwie Ul w Szczycienku przez właściciela Marka i Team JNBT. Oto relacja Maćka: W Ulu byłem już po raz piąty, w tym czwarty raz zajeżdżałem dzikie konie. Do tej pory zawsze po mniej więcej 10-ciu minutach miałem już pierwszy dotyk – przełomowy moment w pracy z dzikimi końmi, bo należy zdać sobie sprawę z tego, że to prawdziwie dzikie ogiery i jak, każde inne dzikie zwierzęta, uciekają przed człowiekiem, a w skrajnych przypadkach, gdy nie mają innego wyjścia, atakują. Na zdjęciach można zobaczyć, jak te „ chłopaki” konkretnie perswadują swoje racje. No ale do rzeczy. Więc na pierwszej porannej sesji trochę „poszedłem, jak po swoje”. I tu nastąpiła wielka lekcja pokory. Przez pierwsze półtorej godziny pracy (tyle trwa jedna sesja) nie uzyskałem nic. Tego dnia nie udało mi się już wejść do roundpenu, więc przez pół nocy główkowałem, co było nie tak. Zwyczajowo, następnego dnia, zaczęliśmy od podsumowania osiągnięć, bądź też, jak w moim przypadku, ich braku. Usłyszałem coś piekielnie ważnego, a przekaz brzmiał tak: jakby zabrakło Maćka w Maćku... „Przeżułem” to, przemyślałem, wyciągnąłem wnioski z lekcji i... co z tego... Druga sesja taka sama. Mój ogier nie był kompletnie zainteresowany ofertą człowieka. Tym razem jednak sięgnąłem po jedną z metod naturalnych: lasso. To ułatwiło mi kontrolę głowy, jak i dystansu. Powoli, najpierw stickiem, potem przypadkiem dotknąłem go ręką. Był dotyk, ale Hipis (takie dostał imię) nadal tego nie akceptował. Jedyne co poszło do przodu, to zmniejszenie odległości, na którą pozwolił mi się zbliżyć do siebie. Na trzeciej sesji podchodziłem już na tyle blisko, że udało mi się Hipisowi zarzucić na szyję linę i tu już „włączył się” ten prawdziwy Maciek. Wreszcie wszystko zaczęło iść, jak to powiedział Andrzej Makacewicz, koncertowo. Po trzech minutach miałem już na głowie konia kantar i zaczęliśmy konkretną pracę. Pod koniec sesji ogier akceptował już popręg i czaprak na grzbiecie. Czwarta sesja to „montowanie” pomocy jeździeckich z ziemi, siodło na grzbiecie, pierwsze wsiadanie i pierwszy stęp! Żadnego barana w międzyczasie! Ostatnia sesja i wielka radość! Kłus i galop na koniu, który dwa dni wcześniej był całkowicie dzikim zwierzakiem. Podczas rozdawania dyplomów usłyszałem od Andrzeja słowa, które mocno mnie podniosły (albowiem wielka lekcja pokory i cierpliwości cały czas pozostawała w mej pamięci). Byłem pierwszym w pięcioletniej historii tej imprezy, któremu udało się dojść do galopów. Cieszę się przede wszystkim z wielkiego doświadczenia, jakie wniósł we mnie ten zjazd i z tego, że chyba jestem prawdziwym mężczyzną. Po czyż nie tak to „leciało”, że, po tym jak kończy, a nie, jak zaczyna, się jego poznaje:))) (wykorzystano zdjęcia z archiwum JNBT). zdjęcia w naszej galerii Facebook

1 września 2014

KONIKI z Wilczego Rancza na urlopie!!! Po intensywnym sezonie nasze konie do 25 września odpoczywają, a my wreszcie mamy trochę czasu na to, by odrobić zaległości w aktualnościach z wiosny i lata. Kto jest ciekawy, niech śledzi uważnie naszego funpage'a i stronę www.wilczeranczo.pl. A wszystkich zainteresowanych zapraszamy do umawiania się na jazdy już od 15 września. A wtedy.... zmiany, zmiany , zmiany... oczywiście tylko na lepsze:) Nowa, poszerzona oferta, nowe konie, nowi instruktorzy:) Szczegóły już wkrótce:)

29-31 sierpnia 2014

W ostatni weekend lata, tj. 29-31.08.2014 Sarcia wraz z Roko wybrała się na L1, czyli poziom 1 w systemie JNBT. Maciek, wioząc ich na kurs głośno zastanawiał się, dlaczego wybrała sobie do pracy jednego z najwyższych koni w stadzie. Sarcia zapewniała, iż zrobi wszystko, ażeby Rokuś obdarzył ją zaufaniem, bo nad tym przede wszystkim pracuje się na tym poziomie. I dała radę. Były w prawdzie momenty tzw. "trudne", ale finalnie wałaszek robił wszystkie wymagane na egzaminie końcowym ewolucje na luźnej wodzy będącej przedłużeniem sznurkowego, całuśnego (różowego) kantarka. A dlaczego właśnie to on pojechał na kurs? W końcu to wybranek jej serca i nie wyobrażała sobie pracować z innym koniem.
Zdjęcia w galerii.

22 sierpnia 2014

Kluczowym punktem wizyty Kaśki, Maćka, Sary i Poli w Karpaczu była piąta edycja imprezy „Myśląc o Koniu”.

Impreza wystartowała zgodnie z planem w piątek. Zaproszeni do tej edycji trenerzy Bente Fermo z Norwegii, Josef Jaromisz z Czech i reprezentujący Polskę Paweł Jachymek losowali konie i przypadły im kolejno Macho, Karat i Kastro. Ich przepęd na hali miał pomóc trenerom w rozpoznaniu ich osobowości. Przez 3 dni trenerzy pracowali po 1,5 h plus obowiązkowe 10 minut przerwy prezentując swoje techniki. Bente pracowała powoli, miękko budując przede wszystkim zaufanie i dając koniowi czas na każdą jej prośbę. Josef pracował flagą i szedł wprost po siodłanie i wsiadanie, ale miał barany z siodłem konia nie prowadzonego na linie.. Karat odpalił też pod nim barany po pierwszym wsiadaniu i Josef zaliczył szybką glebę. Wstał uśmiechnięty więc odetchnęliśmy z ulgą. Powiedział też ,że jest z konia zadowolony, więc zebrał oklaski publiczności.
Paweł budując zaufanie i ustąpienia po niefortunnym wywróceniu konia bardzo szybko poszedł po wsiadanie i pierwszy stęp i kłus w siodle. Był na pograniczu baranów, ale profesjonalnie gasił je zanim byłoby za późno. Po pierwszym objeżdżeniu w siodle wrócił do odpracowywania habituacji i pracy na linie.
Sesje trenerów przeplatały wykłady, pokazy i warsztaty, a tematyka dotyczyła min.:obalanie mitów Kasi Morton, masaż i metoda termowizyjna oceny stanu konia Marii Soroko, efekty interakcji człowiek-zwierzę – dogoterapia Grzegorza Grygiela , wykład Bente o zrozumieniu końskiej psychiki oraz: czego uczę się od koni Wojtka Ginko. Warsztaty poruszały np.: temat pasowania wędzideł. Tu wykładał gość specjalny z Missouri, Dale Myler, współtwórca nowatorskiej koncepcji wędzideł.. Było też o pasowaniu siodeł Clausa Theurera, z którym nawiązaliśmy współpracę, czego efektem jest pierwszy na Pomorzu Kurs Dosiadu już w listopadzie na naszym ranczo. Był wykład laseropunkturze dla koni Iwony Poświatowskiej-Kaszczyszyn, lekkości na przodzie konia Jerzego Pokoja, pracy na 2 lonżach Andrzeja Makacewicza oraz ładowanie konia do przyczepy Josefa i praca z trudnym koniem Pawła.
A w pokazach mieliśmy: psy pracujące - towarzysze, obrońcy, ratownicy- Karkonoskiego Klubu Owczarka Niemieckiego i wieczorne show z urzekającym pokazem współpracujących: konia, człowieka, psa i stada owiec Jerzego Pokoja.
Po ogółem 6-ciu godzinach treningu podzielonego na 4 sesje w ciągu 3 dni przyszedł czas na sprawdzian tego co trenerzy uzyskali w swojej pracy z młodziakami. Josef poprowadził konia z ręki po wszystkich przeszkodach ale bez przejazdu w siodle. Bente pokonała wszystko z ziemi i pomimo baranów Macho z siodłem, wsiadła i zaliczyła jeszcze kilka przeszkód. Paweł dał koncertowy popis przygotowania konia pokonując błyskawicznie wszystkie przeszkody z ziemi i zaraz potem z siodła tak, że został mu jeszcze czas na freestyle, w którym pokłonił się publiczności stojąc na siodle. Wygrał Paweł Jachymek.
Bawiliśmy się doskonale. My, tj. Patrycja z Kopytkowa, Paweł z zaprzyjaźnionej stajni Komancze i nasza rodzinka. A jak bawili się wszyscy inni? O to już zapytajcie tych, co byli… (wykorzystano fragmenty sprawozdania z imprezy sporządzonego przez JNBT)
Zdjęcia w galerii.

20 sierpnia 2014

„Urlop, nie urlop, na koniu pojeździć trzeba” - ta myśl kierowała Maćkiem, gdy z rodziną przybył do Karpacza na kilka dni przed rozpoczęciem kolejnej edycji „Myśląc o koniu”. „Oczywiście natychmiast umówiłem się na jazdę. Kiedy jechałem do Western City, nagle ogarnęło mnie uczucie, które zwą motylami w brzuchu. Pomyślałem sobie: co może się wspaniałego wydarzyć, czego w ogóle nie wziąłem pod uwagę? 15 minut później już wiedziałem. Na miejscu okazało się, że sam szef ośrodka, obecny mistrz Polski w cuttingu, Jerzy Pokój, będzie miał za chwilę swój własny trening i zaprasza mnie do asystowania. Rozprężanie pięciu cuttingowych koni, 1,5 godziny fantastycznego treningu, a na koniec krótka przejażdżka we dwoje po posiadłości Pana Jerzego – tego nie przewidziałem nawet w najśmielszych oczekiwaniach, a jednak... stało się naprawdę. Było cudnie:)” zrelacjonował Maciej.

27 lipca 2014

RADOŚĆ !!! WIEEEELKA RADOŚĆ !!! 27 lipca anno domini 2014 nasza amazonka Kamila Jakubowska zdała egzamin na brązową odznakę. Dla nas to wydarzenie rangą sięga Mistrzostw Polski w WKKW, więc postanowiliśmy tak samo to świętować. A jak - sami popatrzcie:)

21-26 lipca 2014

I po raz kolejny swą liczebnością dopisały dzieciaki, po raz kolejny dopisały humory, po raz kolejny również instruktorzy stanęli na wysokości zadania i ich kreatywne pomysły na świetną zabawę znów zaskoczyły wszystkich. Dzieciaki śmiały się przez cały tydzień, a ich rodzice opowiadali nam, że nie mogły spać po nocach, tak były podekscytowane tym, co przyniesie jutro. O podwójnym szczęściu może powiedzieć Zosia, bo akurat podczas drugiego turnusu wypadły jej urodziny. Oczywiście świętowaliśmy je razem. Jeśli dołączymy do tego równie piękną aurę, która dopisała w stu procentach, to w pamięci na długo pozostaną niezapomniane, fantastyczne chwile
Zdjęcia w galerii.

17 lipca 2014

No i nasza Joga (dawniej, roboczo, Halinka) zajeżdżona:)
Zdjęcia w galerii.

14 - 19 lipca 2014

Oj, działo się działo:) Gry planszowe zrobione własnoręcznie przez dzieciaków, konkurs na najpiękniej wystrojonego konia, zabawy sprawnościowe, nauka obrządku przy koniach, podchody, koński chrzest i oczywiście codziennie jazdy konne dostosowane do umiejętności naszych małych jeźdźców to tylko nieliczne atrakcje. Do tego fantastyczne jedzenie - dzieciaki same ustalały menu. Cudownie było patrzeć na uśmiechnięte od ucha do ucha buzie. Z resztą sami popatrzcie, co tu się działo. W związku z bardzo dużym zainteresowaniem zapraszamy na dodatkowy turnus, który robimy 11-16.08.2014. Spieszcie się z decyzją, bo miejsca topnieją, codziennie przybywają chętni:)))
Zdjęcia w galerii.

20-22 czerwca 2014

Maciek po raz kolejny przybywa do Sczycienka na „SZKOLENIE DZIKICH KONI” . Oto część relacji zapisana przez Andrzeja Makacewicza, szefa JNBT: „Szkoliliśmy na raz aż 10 koni. Sesje trwały od 8:30 do 22:30 a ekipie nie przeszkadzały nawet ulewy. Marek jako gospodarz wraz ze wspomagającą organizację Marzeną starali się przygotować wszystko na najwyższym poziomie. Śmiało można powiedzieć, że drugiego takiego miejsca,w którym na raz może szkolić się tak dużo jeźdźców w zajeżdżaniu dzikich koni nie ma w całej Europie. Ze strony JNBT pracowała cała ekipa pracowaliśmy w 7 osób. Ja, Ola, Ladi, Liza, Ada, Aga, Kasia. I jak zwykle wszyscy mieli pełne ręce roboty. Jeźdźcy wybrali sobie konie ze spędzonych ogierów i naprzemiennie mieli w roundpenie po dwie sesje po 1,5h dziennie pod okiem trenerów. Jak zwykle największym wyzwaniem był pierwszy dotyk i uzyskanie kontroli nad koniem poprzez założenie kantara sznurkowego.

Piotr Z. trafił na wyjątkowego dominanta. Ogier potrafil sam dotykać go nosem ale nie pozwalał na dotyk przez człowieka. Drugiego dnia zdecydował się na wspomożenie lassem.Walczył gryząc piach ale uzyskał szokujący efekt. Ogier przez 2 dni noszący głowę w chmurach opuścił łeb, przelizał, podporządkował się i pozwolił Piotrowi na dotyk i załozenie kantara, co Piotr pociagnął dalej już do siodłania.

Agnieszka wybrała sobie potężnego siwka ale nie widzącego niestety na jedno oko. I miała problem z obustronnością treningu. Pracowała spokojnie i miękko i tak jak kiedyś Stacy Westfall na Road To The Horse, przez 2 dni wydawało się, że nie miała żadnego efektu, to 3 dnia siedziałą w siodle.

Kasia, Ela i Monika nie miały doświadczenia z JNBT i często korzystały z pomocy trenerów schodzących do roundpenów. Podjęły odważną decyzję nauki podstaw programu JNBT stając oko w oko z dzikim ogierem w roundpenie. Baliśmy się o nie jako trenerzy i szczególnie zwracaliśmy uwagę na ich pracę, ponieważ bezpieczeństwo jest dla nas najważniejsze. Dziewczyny w ciągu 3 dni doszły do siodłania i wspinania.

Stanisław miał w sobie niebywale dużo spokoju i choć brakowało mu technik szedł równo spokojnie dochodząc do dosiadania ogiera.

Maciek jako jedyny po raz kolejny startował w pracy z dzikimi końmi. Maciek wybrał konia, z którym pracował jesienią i wyleciał ze strzemienia. Starał się skorygować poprzednie błędy i miał trudny orzech do zgryzienia.

Piotr R. doświadczony jeździec, ale też w początkach naturalu. Mieszał techniki ale miał dobre osiągnięcia z koniem, finalnie siedział w siodle.

Ewa pracowała z Jasiem, który zajeżdżony w innej koncepcji wyrzucał jeźdźców z siodła. W Join Up, które przeprowadziła Kasia koń był totalnie zamknięty i w ogóle nie chciał się komunikować, z czym spotykamy się u koni trenowanych w oparciu o złe warunkowanie. Ku zaskoczeniu studentów, przy próbie założenia czapraka, koń uznany jako zajeżdżony odpalił rodeo stwarzając dość niebezpieczną sytuację. Odpracowywałem go na 2 lonżach jako trening korekcyjny i wszyscy oglądali świece i walenie z zadu. W końcu koń opuścił łeb i przelizał w odpowiedzi akceptując presję lonży, zaczął ładnie cofać się, komunikować, spokojnie przyjął siodło i mam nadzieję, że usłyszymy jeszcze o Jasiu, że jest przyzwoitym i dobrym koniem.”
Zdjęcia w galerii.

14 czerwca 2014

Zapraszamy na letnie imprezy, które organizujemy na naszym ranczo. Dla każdego coś ciekawego: półkolonie dla najmłodszych, wczasy wegetariańskie dla młodzieży i dorosłych. Niezapomniane chwile gwarantowane!!!

PÓŁKOLONIE W SIODLE NA WILCZYM RANCZO

WCZASY WEGETARIAŃSKIE NA KASZUBACH

13-14 maja 2014

Te zdjęcia pochodzą z jedynej sesji, którą Maciek przeprowadził podczas uczestnictwa w szkoleniu z Joe Turnerem w Szczycienku w dniach 13-14 maja 2014. Dziki ogier został obłaskawiony w czasie 1,5 godziny - jak widać na zdjęciach, polubili się bardzo szybko:)

Zdjęcia w galerii.

13-14 maja 2014

Podążając za Joe Turnerem, tym razem Maciek trafia do Gospodarstwa Agroturystycznego „Ul” na Pojezierzu Drawskim, gdzie Joe zorganizował pokazowe szkolenie z zajeżdżania dzikich koni. Przez dwa dni Joe pracował z młodym dzikim ogierem, którego finalnie dosiadł po czterech dwugodzinnych sesjach, na wspaniałym galopie w siodle kończąc. Prezentował przy tym własne, autorskie koncepcje, które Maciek miał okazję natychmiast sprawdzić. Okazało się bowiem, iż trzeba na miejscu popracować z jeszcze dwoma innymi dzikimi ogierami i jeden z nich przypadł do pracy Maćkowi. Konik był „bardzo współpracujący”, a Maciek był wcześniej bardzo pilnym uczniem. Wykorzystując min. metody pracy pokazane przez Joe, Maciek wsiadł w siodło już na pierwszej sesji. Kolejna fantastyczna klinika i wspaniale, kreatywnie spędzony czas.

Zdjęcia w galerii.

9-11 maja 2014

Po raz kolejny w stajni Kopytkowo w miejscowości Ciele koło Bydgoszczy odbyła się klinika z Joe Turnerem. „Advancing Horsemanship” to kolejny stopień wtajemniczenia, w którym uczestniczyć mogli jeźdźcy po pierwszym stopniu „First 30”. Na tym kursie jeźdźcy skupili się na bezpieczeństwie i zaawansowanych ćwiczeniach używając całego ciała konia, jak i poszczególnych jego części niezależnie. pojawili się tutaj między innymi Maciek wraz z ze swoim nowym koniem Misterem o Rimą. To młody sześcioletni wałach rasy quarter horse, który jest od kilku miesięcy ulubieńcem Maćka. Konik i Maciek, mimo krótkiego stażu pracy jako tandem, stanowią już dość zgrany duet. Maciek twierdzi, iż „Orima” jest niezwykle inteligentnym, jednocześnie jednak bardzo wymagającym koniem, uczącym przede wszystkim spokoju i cierpliwości. Kolejny kurs zaliczony przez Maćka do niezwykle udanych i dużo wnoszących „do głów” obu partnerów. Zarówno Maciek, jak i wałaszek poradzili sobie bardzo dobrze. „ Od koncepcji do perfekcji” to główna myśl, którą obaj wynieśli z zajęć i zamierzają ją wdrożyć w swoje wspólne treningi.

Zdjęcia w galerii.

25-27 października 2013

W stajni Kopytkowo w miejscowości Ciele k/ Bydgoszczy odbyła się klinika z Joe Turnerem, w której uczestniczli Maciek wraz z Masterem. Maciek z Joe poznał się w czasie kursu organizowanego przez JNBT z dzikimi końmi koło Drawska Pomorskiego. Tam właśnie sposób i styl pracy z końmi, który prezentuje Joe, natychmiast przypadł Maćkowi do gustu. Neutralność umysłu, stabilność emocji, konsekwencja w działaniu, dbałość o szczegóły i perfekcja, jako cel do osiągnięcia w każdym ćwiczeniu to cechy, które powinny charakteryzować dobrego trenera. Tego właśnie podczas zajęć Joe uczył Maćka i sześciu innych jeźdźców, którzy uczestniczyli w szkoleniu, nie wspominając o licznej gromadce słuchaczy. Fantastyczny trener, fantastycznie spędzony czas – to podsumowanie tych trzech dni. Joe, do zobaczenia wiosną. zdjęcia w galerii.

Zdjęcia w galerii.

11-13 października 2013

W Szczycienku koło Drawska Pomorskiego na terenie ponad 1000 hektarów żyje najprawdopodobniej największe stado dzikich koni w Europie - ponad 350 sztuk. W gospodarstwie UL specjalnie na użytek kursów wzniesiono 3 wysokie roundpeny o różnych wielkościach, a pomiędzy nimi umieszczono galerię obserwacyjną. Tutaj właśnie pięciu śmiałków, pośród nich Maciek, postanowiło stanąć oko w oko z dzikimi ogierami. Andrzej Makacewicz i Joe Turner z USA mieli za zadanie nadzorować pracę studentów, komentując zachowania jeźdźców i koni, udzielając rad i wskazówek. Pośród wyselekcjonowanych ze stada były konie ufne i spokojne, ale mieliśmy też dwa wyjątkowo trudne. Maćkowi w pierwszej sesji trafił się ten ufny i spokojny. W związku z tym, że po zmianie jeden z roundpenów był wolny, Maciek postanowił pracować równolegle z drugim ogierem. Tym razem był to jeden z tych dwóch – wyjątkowo trudnych. Po tym, co pokazał w przepędniku (kopał, wierzgał, próbował przeskoczyć przez dwumetrową ścianę) wiadomo było, że będzie konkretnym wyzwaniem. Maciek tak wspomina swoją pracę z tym ogierem: „ Od początku miałem na niego pewną koncepcję, gdyż była to znana mi dość dobrze koniobowość – prawopółkulowy ekstrawertyk. Mimo, że przez pierwsze 10 minut koń wciąż biegał, po kolejnych dziesięciu miałem już pierwszy dotyk, chwilę później kantar, pod koniec pierwszej sesji czaprak i popręg. Obydwa ogiery „szły” z postępami ramię w ramię. Druga sesja to siodło. Na trzeciej pierwsze wspięcia. Z pierwszym koniem wszystko szło gładko i w rezultacie usiadłem w siodle. Z drugim wyszło trochę inaczej... Przy kolejnej próbie przewieszania (była to czwarta lub piąta próba, a jedną wstecz miałem już nogę po drugiej stronie) poszedłem o pół kroku za daleko i koń spode mnie wystrzelił. Na szczęście ułamek sekundy wcześniej, czując, co się święci, podjąłem decyzję o zejściu i nic się nie stało. Ostatnia sesja to pierwsze stępy i kłusy w siodle. Cudowne przeżycie, niezapomniane chwile i doświadczenie na całe życie!” I jeszcze parę słów podsumowania przez samego szefa JNBT, Andrzeja Makacewicza: „Znakomicie pracował i Maciek i Ladi. Maciek co prawda pracował ze swoim koniem na zbyt niskiej energii i pozwalał koniowi na naruszanie czasem swojej przestrzeni co dało mu w konsekwencji ładny lot przy wspinaniu, ale finalnie zajeździł dwa konie w ciągu tych 3 dni... Pamiętam Maćka z wielu kursów-powtarzał i L1 i L2 z rożnymi końmi , pracował tez wcześniej z dzikusami i miło było patrzeć jak dojrzał i zmienił i techniki i podejście. Jego praca wyglądała bardzo profesjonalnie.”

Zdjęcia w galerii.

1 października 2013

WAŻNA INFORMACJA: w związku z nadchodzącym sezonem zimowym, a więc halowym, informujemy, iż na ten okres zawieszone zostają zajęcia na lonży. O przywróceniu zajęć będziemy informować.

13-15 września 2013

Maciek z Afrodytą uczestniczy w szkoleniu JNBT L2 Relations. To już druga przygoda tej pary w programie JNBT. Tym razem tandem pracuje nad szacunkiem. Afrodyta doskonale pamięta program L1, który przerabiała razem z Maćkiem w styczniu tego roku. Trwające 3 dni zajęcia wnoszą wiele nowego w relacje tej pary, a zwieńczone zostają 3 godzinnym terenem, najeżonym wręcz wyzwaniami. Maciek podsumowuje L2: „Praca z Afcią na zajęciach w hali była czystą przyjemnością. Przypomniany w skrócie program L1, jak również kolejno wprowadzane elementy L2 szły raczej gładko i bez oporów. Cofania, chody boczne, zmiany chodów, wszystko na kantarze, po kilku powtórzeniach nie stanowiły problemu. Małe rodeo zaczęło się natomiast w terenie. Nowe miejsce, nowe konie, tereny, 3 dni stania w boksie pomiędzy zajęciami spowodowały, iż Afcię zaczęło roznosić. Ach, co to były za piękne świece! A te galopy na dwóch! Nie do opisania...” Po powrocie Maciek podjął męską decyzję: „Żarty się skończyły. Czas na „dzikusa”! 11 października jadę ujeżdżać dzikiego ogiera!”.

Zdjęcia w galerii.

9 września 2013

ŻEGNAMY NASZĄ ŁAĆKĘ! Nasza Łacia po dwóch latach pracy na naszym ranczo odeszła na zasłużoną emeryturę. Znaleźliśmy jej wspaniały nowy dom, gdzie na zielonych łąkach spędzać będzie resztę swoich lat towarzysząc również emerytowanemu dwudziestopięcioletniemu wałachowi. Dziękujemy Tobie Łaciu za cierpliwość, spokój i wielkie serce, jakie okazywałaś nam każdego dnia. Bądź zdrowa i szczęśliwa!!!

7 września 2013

Po raz kolejny wraz z Decathlonem na przylegającej do niego łące zorganizowaliśmy darmowe przejażdżki na naszych konikach. Przez całą niedzielę można było, całkowicie za darmo, pojeździć na naszych wierzchowcach. Tak, jak poprzednio, sprawiliśmy mnóstwo radości dzieciakom, a i konikom również. Zapraszamy wiosną na kolejny festyn (zdjęcia w galerii i na naszej stronie na facebooku).

Zdjęcia w galerii

5-10 sierpnia 2013

Ale się działo! Piętnastu młodych adeptów jeździectwa wzięło udział w zorganizowanych na Wilczym Ranczo półkoloniach. Wspaniała pogoda, doborowy humor, niezliczona ilość fantastycznych zabaw i codzienne jazdy konne - tak można by podsumować niezapomnianą przygodę, która trwała aż, ale i zarazem tylko tydzień. Dziękujemy wszystkim uczestnikom - dzięki Wam będzie co wspominać przez długie miesiące. Dzieciaki! Mamy nadzieję, że daliśmy Wam tyle radości i niezapomnianych chwil, ile Wy daliście nam!!! Do zobaczenia w przyszłym roku! Zdjecia w galerii i na naszej stronie na facebooku.

Zdjęcia w galerii

21 lipca 2013

Maciek po długiej przerwie wraca do startów. Na zawodach pojawia się z dwoma końmi – Pionem i Malwiną. Towarzyszą im dwie piękne luzaczki z naszej stajni – Ania i Kamila. Pion startuje w zawodach po raz pierwszy w życiu i w dwóch przejazdach LL popełnia po jednym błędzie. Malwina po dwóch latach przerwy skacze dwa razy L – tu również para popełnia po jednym błędzie. Debiutują również w konkursie P – znowu jeden błąd. W sumie pięć przejazdów, które Maciek uważa za udane. Do zobaczenia na następnych zawodach.

Zdjęcia w galerii

20 czerwca 2013

Zapraszamy na letnie imprezy, które organizujemy na naszym ranczo. Dla każdego coś ciekawego: półkolonie dla najmłodszych, wegewczasy w siodle dla młodzieży i dorosłych. Niezapomniane chwile gwarantowane!!!

PÓŁKOLONIE W SIODLE NA WILCZYM RANCZO

WEGEWCZASY W SIODLE W GOŚCIŃCU KOWALÓWKA

15 czerwca 2013

Zakładka: nasze konie uaktualniona. Zapraszamy do miłej lektury: wilczeranczo.pl/konie

4 czerwiec 2013

Uprzejmie donosimy, że Masterek, już jako wałach wrocił do domu 29 maja b.r. Dzień później Maciej wraz z nim wyjechali na Pojezierze Drawskie na warsztaty ujeżdżania naturalnego. Po trzech dniach, a w sumie 7,5 godzinach wspólnie spędzonych w roundpenie Maciek i Masterek mieli już pierwsze wspólne galopy - wkrótce relacja filmowa z przebiegu ujeżdżenia. Wrócili szczęśliwi i bardzo zmęczeni, a Masterek po powrocie marzył tylko o jednym (na zdjęciu).

13 maja 2013

Trwają ujęcia próbne do videoklipu powstającego w Wilczym Ranczo. W rolach głównych min.:Paulina, Maciek, Malwinka i Afcia.

7 marca 2013

Nasze stado powiększyło się!!! Hutor (to ten gniady) przypadł nam do gustu od pierwszego wejrzenia. Niewielki, ale dobrze zbudowany koń (rozłupany zad) zachwycił nas swoją charyzmą, spokojem i chęcią współpracy z jeźdźcem od pierwszych wspólnych kroków w siodle. Mały (srokaty kuc), jego towarzysz w poprzedniej stajni, został oddany nam w "pakiecie". Długo namawialiśmy poprzednią Panią właściciel (pozdrawiamy serdecznie) i w końcu udało się. Będzie się działo! Hutor to świetny kandydat na lidera. Za parę dni okaże się, czy nasze przypuszczenia staną się rzeczywistością... Tymczasem ogłaszamy konkurs na: IMIĘ DLA KUCYKA! Zgłaszajcie swoje propozycje! Zwycięzca otrzymuje darmową jazdę konną!

31 stycznia 2013

"Pędzące z szaleńczą prędkością tornado, zmiatające z powierzchni ziemi wszystko, co napotka na swej drodze. Ferrari bez hamulców. Dziki gepard udający się w pościg za ofiarą..." O którym naszym koniu mowa? Duży plus dla wszystkich, którzy zgadli. Tym którzy nie wiedzą, podpowiadamy: o Malwince. A na zdjęciu potwierdzenie powyższych słów. Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości? (na pierwszym planie Kasia na Malwinie, trening zima 2013)

24 stycznia 2013

Podczas wizyty u Mastera mieliśmy okazję poznać niesamowite umiejętności nieznanej jeszcze szerszemu gronu, zaklinaczki koni, Doroty. Mimo że ukończyła na razie tylko L1 programu JNBT i to jako słuchaczka, jednym uśmiechem ustawiła w rzędzie siedem młodych ogierów!!! No, no, tylko pozazdrościć...

24 stycznia 2013

W piękny, słoneczny dzień odwiedziliśmy w Stadzie Ogierów naszego kochanego Masterka. Nie widzieliśmy się z nim od maja 2012, więc byliśmy ciekawi, jak nam „chłopak” wyrósł. Wystarczyło kilka miesięcy, by nasz mały źrebaczek, którego wiosenny obraz pozostał nam w głowach, przeobraził się w pięknego, potężnego młodzieńca. Master będzie pięknym, dużym koniem (w tej chwili ma ok 162- 164 cm wzrostu, urośnie jeszcze ok. 5 cm), wyglądem przypominającym tatusia. Bardzo ciekawy świata, spokojny i przyjazny dla ludzi, kojarzy nam się z naszym Willim. Już na wiosnę zostanie wykastrowany i zajeżdżony, oczywiście metodami naturalnymi. (zdjęcia w galerii).

18-20 stycznia 2013

Maciek z Afrodytą uczestniczy w szkoleniu JNBT L1 Relations. Maciek powtarza i utrwala podstawowy i najobszerniejszy w teorię pierwszy poziom 5-cio stopniowego, kompleksowego programu jeździectwa naturalnego prowadzącego do zaawansowanego poziomu L5 w sporcie czy rekreacji. Poziomy podzielone są na Relations L1, L2, L3 - Zaufanie, Szacunek, Dominacja oraz L4 Liberty - Wolność i L5 - Harmonia. Program kursu L1 obejmuje wykłady z teorii jeździectwa naturalnego wraz z projekcjami multimedialnymi oraz praktykę z ziemi i siodła. Dla naszej Afci to pierwszy kontakt z metodami naturalnymi. Uważana za raczej niesforną i trudną klacz Afcia zmienia się na kursie z minuty na minutę i po kilku godzinach wspólnego treningu para zaczyna się całkiem poprawnie komunikować (zdjęcia w galerii). Zwieńczeniem dzieła jest wspaniały bonding, który Maciek uzyskuje w trzecim dniu treningu (zobacz film poniżej).

17 listopada 2012

Uruchomiliśmy oświetlenie na maneżu i roundpenie. Zapraszamy również wieczorową porą.

16 listopada 2012

Dziś po raz pierwszy odbyły się zajęcia na hali! Tak więc pogoda już nam nie straszna – sezon halowy uważamy za otwarty. Oczywiście dopóki aura sprzyja, jeździmy również na maneżu, roundpenie i w tereny. Zapraszamy!

11 listopada 2012

11.11.2012 w Wilczym Ranczu gościł Andrzej Makacewicz – twórca programu JNBT. Podczas krótkich odwiedzin zwiedził nasz ośrodek, nie kryjąc słów uznania komplementował rozwiązania służące dobrostanowi naszych koni. Podczas wspólnego obiadu zainicjowaliśmy pomysł kameralnego kursu, który mógłby się odbyć u nas już na wiosnę, ale o tym w stosownym czasie...

9-11 listopada 2012

Maciek wraz z Willym uczestniczy w kolejnym stopniu wtajemniczenia wg programu JNBT - L3. Program Relations Level 3 jest trzecim poziomem relacji między koniem a jeźdźcem i poświęcony jest na budowaniu dominacji człowieka nad szkolonym koniem. Kurs L3 zawierał wykłady z teorii pracy z końmi metodami naturalnymi, dotyczące zagadnień z zakresu rozszerzonej anatomii, psychologii koni i behawioryzmu, mechaniki ruchu, nauki czytania koni, systemów komunikacji, doboru i zasad działania kiełzn, jak również zajęcia praktyczne z ziemi i pracę w siodle zwiększające dominację jeźdźca nad wierzchowcem, opartym na zdobytym na poziomie L1 zaufaniu i szacunku na L2, treningu fizycznym, operowaniu energią i skupieniem uwagi konia na jeźdźcu. Poszerzony został wachlarz pomocy naturalnych, a konie uczyły się podążania za odczuciem, sugestią, focusem i impulsem. Ważnym elementem był trening lekkich rąk oraz wykorzystanie balansu w siodle, przygotowujący jeźdźców do pracy na wędzidle. Początkowo studenci wykonywali ćwiczenia na kantarku: płynne przejścia ze stój do step, kłus, galop, (w górę i w dół), cofanie od zadu, zatrzymanie z użyciem jednej wodzy, nauka lotnej zmiany nogi z wykorzystaniem drąga leżącego na ziemi. Na koniec ćwiczenia powtarzane były na ogłowiu wędzidłowym.
Willy, który jest osobnikiem Alfa w naszym stadzie, początkowo bardzo niechętnie chciał podzielić się władzą z Maćkiem, który po raz pierwszy w pracy z tym wierzchowcem sięgnął po dominację. Relacje w pozytywnym kierunku układać zaczęły się trzeciego dnia i ostatecznie pod koniec kursu pojawiać się zaczęła pomiędzy nimi nić porozumienia, którą można nazwać harmonią. Zdjęcia w galerii.

5 listopada 2012

Zapraszamy wszystkich chętnych na “FERIE W SIODLE” w Wilczym Ranczo. Jazdy konne na każdym poziomie zaawansowania, mnóstwo atrakcji, wspaniała przygoda w magicznym miejscu, jakim jest nasze gospodarstwo. JUŻ TRWAJĄ ZAPISY! Jeśli masz pytania, zadzwoń pod numer: 507 637 610, lub napisz: kontakt@wilczeranczo.pl. Jeśli się zdecydowałaś/eś, wypełnij formularz. Więcej na stronie naszego Gościńca.

29-30 września 2012

Wraz z Decathlonem na łące przylegającej do tego Mega Sklepu Sportowego na ul. Szczęśliwej 1 w Gdańsku zorganizowaliśmy Festyn Jeździecki promujący nasze firmy i jeździectwo w ogóle. Przez całą sobotę i niedzielę na nasze koniki wsiąść mógł każdy, kto chciał choć przez chwilę popatrzeć na świat z perspektywy końskiego grzbietu. Maciek długo wykładał na temat życia, hodowli i zwyczajów koni, jeździectwa klasycznego, westernowego i naturalnego, rzędu jeździeckiego, pokazał także w praktyce podstawy pracy z końmi metodami naturalnymi. Zaprzyjaźniona z naszą kadrą Agnieszka przybliżyła temat hipoterapii i pokazała na kilkunastu jeźdźcach, jak można z pomocą koni leczyć wszelakie schorzenia. Nasza instruktorka Julia zaprezentowała w teorii i praktyce, jak można uczyć jeździectwa poprzez fantastyczną zabawę, zwaną „pony games”. Wszystko to przeplatane było przejażdżkami w siodle to westernowym, to klasycznym. W porozumieniu z przedstawicielami Decathlonu Kartuska już zaplanowaliśmy, iż następny festyn odbędzie się na wiosnę i tym razem będzie o wiele większą i mocno rozreklamowaną imprezą.

26-28 sierpnia 2012

Dorota, Sara i Maciek uczestniczą w „Myśląc o koniu”. To już druga impreza zorganizowana przez Jeździectwo Naturalne Bez Tajemnic w miasteczku Western City w Karpaczu, odbywająca się pod koniec lata. Tematem wiodącym było odbywające się równolegle w trzech roudpenach przygotowanie trzech nieujeżdżonych koni do pracy pod siodłem. Przez trzy dni widownia obserwowała pracę trzech znanych trenerów:Kateriny Santarovej z Czech, Reinera Schelberta z Niemiec i Mistrza Świata w zajeżdżaniu dzikich koni – Richarda Wintersa z USA. Każdy z trenerów używał technik opartych na pracy z końmi metodami naturalnymi. Oprócz tego sycić oko i ucho można było wieloma innym atrakcjami. Były pokazy jeździectwa naturalnego, zaimpritingowane źrebaki, niezliczona ilość wykładów na temat dobrostanu koni, konkursy i spotkania – wszystko to łączył jeden temat – koń.
Zwycięzcą głównego konkursu został Richard Winters, który po kilku godzinach pracy z „dzikim koniem” na ostatnim show, zaprezentował stęp, kłus, galop w siodle na spokojnym i ufnym koniu i bezbłędnie pokonał składający się ze „straszących konie” przeszkód, bardzo wymagający kros. Wspaniała impreza i moc niezapomnianych wrażeń. (zdjęcia w galerii – wykorzystano min.zdjęcia z archiwum www.jnbt.pl) Zdjęcia w galerii.

16 sierpnia 2012

Jedną z atrakcji obozu była wizyta u Marka, który posiada jedyne w Europie stado dzikich koni. Stado to żyje na ok. 700 hektarach łąk na Pojezierzu Drawskim. Tego dnia zerwaliśmy się skoro świt, by już ok. godz. 7.00 rano być na miejscu. Stado zastaliśmy podczas drzemki w małym zagajniku. Bardzo powoli i z wielką uważnością weszliśmy między konie. Widok był imponujący. Klacze, ogiery, źrebaki... Razem ok. 300 koni. Od Marka dowiedzieliśmy się, że kilka spośród nich to konie, które niegdyś były oswojone, lecz znakomita większość z nich to "dzikusy". Maćkowi udało się zakraść do śpiącego źrebaka i przez chwilę delikatnie go głaskać po nosku. Po paru minutach, kiedy się przebudził i zorientował w sytuacji, w ułamku sekundy stanął na prostych nogach, by w mgnieniu oka schować się za mamą. Pół godziny później stado wyszło na łąkę i wtedy dopiero zdaliśmy sobie sprawę, jakie jest duże. Na długo zapamiętamy ten widok. Na zdjęciu Maciek z Herkulesem, jednym z kilku oswojonych koni. Herkules jest ogierem, który przewodzi temu wielkiemu stadu. Zdjęcia w galerii.

11-18 sierpnia 2012

Maciek wraz z młodziutkim, niespelna czteroletnim wałachem Rocco uczestniczy w obozie jeździeckim zorganizowanym przez JNBT w przepięknym ośrodku jeździeckim w Karpnie. Celem obozu, oprócz cudownych chwil spędzonych z końmi i fantastycznej zabawy, była praca z wierzchowcami metodami naturalnymi na poziomach L1 - L3 w zależności od stopnia wyszkolenia. Maciek wspomina: "Przeżyliśmy razem z Rocco kilka niezapomnianych dni, wypełnionych po części pracą z ziemi i siodła, habituacją, ale również wspólnymi spacerami, pławieniami w jeziorach i dzikimi galopami po bezkresnych, ciągnących się po horyzont łąkach. Rocco zaufał mi bezgranicznie i po kilku dniach wspólnej pracy podczas krosu weryfikującego nasze nowe umiejętności chodziliśmy po kolorowych płachtach, skakaliśmy przeszkody i bankiety, wchodziliśmy po schodach, strzelałem nad jego głową z pistoletu. Ostatecznie zdobyliśmy 2 miejsce na 30 koni! Dziękuję wszystkim za niezapomniane chwile, no i oczywiście za wspólne poranne sesje jogi na pomoście". Zdjęcia w galerii.

11 sierpnia 2012

Marysia startuje na Afrodycie na zawodach skokowych w Wyczechowie. To debiut zarówno Marysi, jak również naszej klaczki. Zawody obie dziewczyny kończą wielkim sukcesem. Na 153 przejazdy zdobywają 1 miejsce!!!

28 lipca 2012

Wychodząc naprzeciw coraz większemu gronu naszych najmłodszych jeźdźców postanowiliśmy sprawić im niespodziankę. I stało się. Dziś do naszej stajni spod Warszawy przyjechała nowa członkini naszej końskiej rodziny. To urocza i bardzo łasa na pieszczoty kucka walijska o wdzięcznym imieniu Szachrajka. Klaczka (my również) zaprasza najmłodszych na jazdy i na głaskanie, rodzice mile widziani z marchewką.

15-22 lipca 2012

Sara wraz z Kaskadą uczestniczy w obozie jeździeckim zorganizowanym przez JNBT i Akademię Przygoda w Lubaniu. Program L0 to zmodyfikowany, dostosowany specjalnie do najmłodszych naturalsów poziom Relations. Oparty na najobszerniejszym w teorię pierwszym z 5-cio stopniowego, kompleksowego programu jeździectwa naturalnego prowadzącego do zaawansowanego poziomu L5 w sporcie czy rekreacji. Sara, mimo iż musiała zmierzyć się z naszą dominującą klaczką, poradziła sobie znakomicie, zyskując wstępną dominację, szacunek i zaufanie u naszej Kaskady (zdjęcia w galerii).

1 lipca 2012

Poszerzamy naszą ofertę noclegową o pokoje w naszym nowym starym gościńcu.
Odwiedźcie naszą nową stronę: Gościniec Kowalówka

wcześniejsze - 1 - 2 - 3 - następne

Pensjonat Kaszuby | Noclegi Trójmiasto | Domek letniskowy Kaszuby | Domek do wynajęcia Kaszuby | Kowalówka Kaszuby | Kowalówka Borkowo | Gościniec Kaszuby | Gościniec Trójmiasto | Tenis Borkowo

Wakacje na Kaszubach Pensjonat Kaszuby zdjęcia Wilcze Ranczo

meble biurowe | meble kuchenne | kuchnie na wymiar | zabudowy wnęk | szafy przesuwne | fotele krzesła biurowe

Konne obozy zimowe na Kaszubach Wielkanoc na Kaszubach Majówka na Kaszubach Wycieczka szkolna na Kaszuby, Trójmiasto Obozy jeżdzieckie na Kaszubach Andrzejki na Kaszubach Boże Narodzenie na Kaszubach Sylwester na Kaszubach Pomorskie atrakcje turystyczne Pomorskie Kaszuby atrakcje Kredyty pożyczki bankowe pozabankowe Kredyty pożyczki gotówkowe Kredyty pożyczki mieszkaniowe oferty Kredyty pożyczki hipoteczne oferty Kredyty samochodowe oferty banków Konta firmowe porównanie oferty banków Konta osobiste najlepsze oferty Ubezpieczenia komunikacyjne porównanie Ubezpieczenia samochodowe porównanie Gościniec na Kaszubach Wypożyczalnia rowerów Kaszuby Żukowo Kartuzy Borkowo